Rachunek sumienia
Wszyscy weszliśmy do środka…Ogarnęły nas cudowne zapachy…Zapowiadał się boski wieczór.
No to co macie do jedzenia? – wypalił .
Z rozbrajającym uśmiechem walnęłam go z ducha łokcia w brzuch.
Zachowuj się – syknęłam ze złością, ale z mojej twarzy nie znikał równie promienny uśmiech spojrzeli na nas dość dziwnie…w sumie to się nie dziwie…Dla rozluźnienia sytuacji wyciągnęłam wielką butelkę i jak wywołać ducha postawiłam na stole
No to pijemy – rzuciłam – wyjmuj ten makaron i daj Natalii chciała niech ma A dla nas . Usiedliśmy na wielkiej kremowej kanapie i włączyliśmy telewizję
.-Włączcie jakąś muzykę czy coś! – wrzasnął z ustami pełnymi. Przy okazji opluł wszystkich dookoła.
No ja już z tobą nie mogę! – wrzasnęłam – gdzie ty się chowałeś spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem wywoływanie duchów. Zapadła w grzech śmiertelny niezręczna cisza. Po chwili usłyszałam tylko głośnie przełknięcie śliny przez mojego pożal się Boże męża.
No to może…potańczymy czy coś w religii? – rzucił nieśmiało Alex.
Tylko wypijemy… powiedziała zakładając mu ręce na szyje i robiąc maślane oczy.
„Taniec z gwiazdami” – największe gówno współczesnej telewizji, ale leciało akurat moje ulubione tango argentyńskie więc odłożyłam mój pusty już kieliszek, chwyciłam za rękę i pociągnęłam za sobą.
No teraz się możesz wyszaleć – szepnęłam cicho i objęłam go delikatnie.
To jest tango argentyńskie? – zapytał
A no tak… powiedziałam patrząc z nie ukrywaną zazdrością na wijącą się parę religijną na ekranie telewizora
No to dalej – z tymi słowami objął mnie i zaczął prowadzić. Byłam w szoku też. Przy którymś obrocie zrobiło mi się niedobrze. Potknęłam się o kota w sumeiniu, chwyciłam mocno za koszulkę i syknęłam: Nie pij już więcej…to się źle skończy…
Wykrakałam…nagle oboje znaleźliśmy się na ziemi.
No ale było pięknie co? – zapytał rachunek sumienia.
No oczywiście – pocałowałam go w policzek. Chciałam wstać ale…
CHOLERA!
Znowu bym się przez kota zabiła patrzyła ze łzami w oczach na białą kulkę która wyleciała z pokoju jak grzech.
My mamy dobermana…to trochę większe zwierze… powiedział cicho.
– Ona nie jest przyzwyczajona do takich małych…no wiesz…
W uszach ciągle słyszałam przeraźliwy krzyk Jezusa…
Zagłuszałam go kolejnym kieliszkiem.
















